Adam "Tornado" Brysz – officialna stronaRSS wpisów RSS komentarzy

Trzeba walczyć do końca !

Zapraszam do przeczytania artykułu :

Trzeba walczyć do końca !    

Z judoką Adamem Bryszem, o poprzednim, ciężkim roku, podejściu do życia i sportu, a także problemach z byłym klubem, rozmawia nasz reporter Zbigniew Anioł.

 

Rok 2011 był dla Ciebie ciężki. Trochę usunąłeś się w cień.

- Był dla mnie wielkim wyzwaniem, moim celem było Mistrzostwo Polski Seniorów. Przygotowywałem się do tych zawodów jak nigdy wcześniej, przepracowałem wakacje na zgrupowaniach w Kołobrzegu, Żywcu. Nie było odpuszczania. Chciałbym nawiązać do pewnej sytuacji związanej z tym zgrupowaniem. To było chyba dwa dni przed jego zakończeniem. Mieliśmy bieg, to było sześć okrążeń, trasa była pod górkę, z górki, po równym terenie. Jak w walce czasem jest łatwo czasem trochę ciężej. Przed biegiem wraz z innymi zawodnikami : Grzesiem Wieczorkiem, Tomaszem Kwiatkowskim, bratem Jackiem, Łukaszem Golusem i innymi, powiedzieliśmy sobie, że ten bieg dedykujemy Robertowi Krawczykowi, który właśnie walczył na Mistrzostwach Europy. Niestety przegrał pierwszą walkę. Robert jest dla mnie wzorem jeśli chodzi o judo, a na pewno jest dobrym przyjacielem i człowiekiem. Dlatego postanowiliśmy dać z siebie wszystko. Tak się złożyło, że na czwartym kółku kiedy zbiegałem z górki, skręciłem kostkę i spuchła mi tak, że bolało mnie gdy biegłem bo ocierał mnie but. Trener Artur Kejza prosił mnie bym zrezygnował z biegi i jeszcze bardziej nie pogorszył stanu kostki. Ale wtedy postanowiłem, że biegnę dla Roberta i nie mogę się poddać. Nie mógłbym potem spojrzeć w lustro. To był bieg o honor – płakałem z bólu podczas biegu ale dobiegłem.  To było moje zwycięstwo, wewnętrzne.

 

Jak by tego było mało, pojawiły się problemy w klubie ?

Po zmianie pierwszego trenera w Czarnych Bytom, niestety nie doszedłem do porozumienia z zarządem oraz władzami klubu. Nie będę wchodził w szczegóły, bo chyba by zabrakło miejsca w gazecie. Po prostu nie pozwolono mi trenować z moim trenerem Piotrem Sadowskim. Nie wzięto pod uwagę faktu, że był to jedyny powód, dla którego zostałem w ubiegłym roku w Bytomiu. Trenerzy Marek Słyk, Marek Pituła, Robert Krawczyk oraz paru innych zawodników są dla mnie jak bracia. Zżyłem się z nimi, i wiem , że będę miał ich zawsze w sercu. Szkoda, że nasze drogi się rozeszły w taki sposób. Prezes, pierwszy trener i zarząd klubu zawiesili mnie na trzy miesiące. Przez to ominęły mnie najważniejsze turnieje w roku, indywidualne i drużynowe Mistrzostwa Polski oraz puchar kraju. Wtedy przed MP była jeszcze nadzieja na mój występ. Dzień wcześniej oczekiwałem na wiadomość, od trenera Tomasza Błacha, któremu chciałbym podziękować za to, że robił wszystko abym wystartował na Mistrzostwach Polski. Niestety przepisy okazały się bezwzględne. Pretensje mogę mieć tylko do siebie, każdy z nas jest odpowiedzialny za swoje czyny i musi ponosić konsekwencje za swoje decyzje. Trzeba być świadomym, że takie rzeczy mogą się wydarzyć. Ale ciężko jest kiedy nasze cele i marzenia znikają z pola widzenia. Łatwo jest mówić co mamy robić jak postępować, gdy takie rzeczy nas nie dotykają. Uznałem, że zasady którymi kierują się niektóre osoby w tym klubie są dalece różne od wartości, które wyznaczają mój charakter. Nie mogę sobie pozwolić na budowanie mojej kariery sportowej, kosztem tego wszystkiego co ja wyznaję, a w imię chciwości. Mój charakter jest dla mnie bardzo ważny, chcę być wierny swoim przekonaniom, chcę aby inni wiedzieli, że stawiam na osobiste wartości i zasady. A najbardziej zależy mi na tym, że kiedy przyjdzie czas, spojrzę w lustro, i powiem że jestem z siebie zadowolony.

Znamy się już trochę i masz silny charakter. Można Cię śmiało uznać za „fightera”.

Wiesz, prowadzę zajęcia motywacyjne dla gimnazjalistów, licealistów, studentów. Mówiłem każdemu, że ma się nie poddawać, że trzeba walczyć, niezależnie od okoliczności. Najważniejsze, by dać  z siebie wszystko. Medale, puchary to nie jest kluczowa sprawa. Ale wtedy były, gdy nie mogłem wystartować w MP. Płakałem, zastanawiałem się czy judo będzie miało dla mnie jeszcze sens. Lata treningów na marne ? pytałem sam siebie. Świat dla mnie stał się wtedy szary, marzenia niewidoczne, nie miałem ochoty dosłownie na nic. Chciało mi się tylko płakać wylałem bardzo dużo łez. Wtedy pomyślałem sobie, że skoro wszystkim mówię, iż nigdy nie mogą się poddawać bez względu na okoliczności, że trzeba do końca walczyć o swoje, wtedy zastanowiłem się nad moją sytuacją. Zajrzałem w głąb siebie,  zobaczyłem wszystko jeszcze raz, co ma dla mnie znaczenie a co nie. Wówczas zdałem sobie sprawę, że judo to nie tylko walka o złoty medal na tatami. Przecież nie muszę być mistrzem olimpijskim, aby być kimś.

To prawda. Coś jeszcze sobie w tym momencie uświadomiłeś?

Że ta droga, którą idę już szesnasty rok, umocniła mój charakter, wartości. Potrafię się podnieść, a zwycięstwo to nie tylko złoty medal, puchar, podium , lecz także nasz charakter, ideały i wartości, które cały czas w nas żyją. Powinniśmy się wznieść ponad gasnące światła jupiterów, powinniśmy je cenić na pewno bardziej, niż trofea i medale. Bo te nie mają wpływu na to jak wychowamy nasze dzieci, nie zachęcają, ani nie pocieszają przyjaciół, nie szanują najbliższych. Na pewno nie staną w obronie tego, co dobre i właściwe, a złoty medal nie będzie trwał tak długo jak ideały które w nas żyją. Najważniejsze są zwycięstwa wewnątrz siebie.

A co robisz aktualnie? Masz już nowy klub?

Obecnie trenuję w AZS Katowice i serdecznie zapraszam każdego kto chciałby spróbować swoich sił w judo. Naprawdę warto.

1 komentarz

Komentarze (1) do wpisu “Trzeba walczyć do końca !”

  1. aparacik, 28 Jan 2012 o 18:59

    prawdziwy Fighter!!

Zostaw komentarz

SEO Powered by Platinum SEO from Techblissonline